Niestety, niedzielne popołudnie nie ułożyło się po myśli podopiecznych Dariusza Banasika. Ci ponownie wybiegli dziś w formacji 4-2-3-1, a jedyną zmianę w wyjściowym składzie, względem poprzedniego spotkania w Krakowie, można było dostrzec na skrzydłach. Tym razem Oskar Kubiak zamienił się stronami z Dawidem Kocyłą. Oskar przeszedł na lewą część boiska, Dawid z kolei pozostawał do dyspozycji kolegów na prawym boku.
Białostoczanie dość szybko wynaleźli sposób na pokonanie Jędrzeja Grobelnego. W 9. minucie rywalizacji wynik otworzył Jesus Imaz. Zaczęło się od wtargnięcia Afimico Pululu w pole karne Arki. Zawodnik z Demokratycznej Republiki Konga uderzył celnie z bliskiej odległości, nie pozostawiając Grobelnemu większych szans na intwerwencję. Na ratunek przyszedł wówczas Michał Marcjanik, który w odpowiednim momencie zdołał wykopać futbolówkę z - jak się wydawało - linii bramkowej. W wybiciu tym zabrakło jednak siły i paliwa. Piłka natychmiastowo wpadła w posiadanie Kajetana Szmyta. Ten po chwili odesłał ją do Tarasa Romanczuka. Były reprezentant Polski perfekcyjnie obsłużył stojącego kilka metrów dalej Pululu, a on zagrał do pędzącego Imaza. Hiszpan pewnym uderzeniem dał Jagiellonii prowadzenie. Wkrótce Arka wypracowała sobie pierwszą dogodną okazję. Znajdujący się wtedy nieopodal upatrzonego celu Vladislavs Gutkovskis przymierzył po ziemi w światło bramki, lecz skuteczna obrona Sławomira Abramowicza zapobiegła wyrównaniu. Za mocno kontrowersyjną decyzję arbitra Wojciecha Mycia uznamy tę, która przydarzyła się 120 sekund później. Po tym jak strzał z dystansu "Gutka" spotkał się po drodze z ewidentnym rykoszetem i finalnie wyszedł na aut bramkowy, sędzia nie przyznał Arce rzutu rożnego. Grę od bramki wznowił spokojnie Abramowicz.
Łotewski napastnik Arki w trakcie pierwszej odsłony meczu doszedł do paru sytuacji. W jednej z nich uderzył głową w kierunku sieci, ale i wtedy bramkarz z Białegostoku nie dopuścił do swojej kapitulacji. Gdy żółto-niebiescy otrzymali stały fragment, w postaci wolnego, do jego wyegzekwowania podszedł Sebastian Kerk. Choć pomocnik nie powtórzył "bomby" ze starcia z Zagłębiem Lubin, jego mocna próba znów poleciała celnie. Ostatecznie prosto w golkipera. Schodząc do szatni na przerwę gdynianie z pewnością "pluli sobie w brodę". Duży niesmak pozostał po niewykorzystanych świetnych okazjach. W ciągu krótkiego odstępu czasowego dwie takowe miały miejsce. Najpierw kapitan Arki, Dawid Gojny, na 3. metrze, przeniósł głową piłkę nad poprzeczką. Wcześniej z kornera dośrodkowywał Kerk, a Gutkovskis tą samą częścią ciała, co "Goju", wyłożył jemu wręcz wymarzoną futbolówkę. Następna "skiepszczona" sytuacja to ta z udziałem Vladislavsa. Z bocznej strefy boiska Dawid Kocyła zacentrował na zamykającego akcję Łotysza. 31-latek spudłował z niesłychanie bliska, widząc przed sobą jedynie pustą bramkę. Kibice obecni na stadionie nie mogli uwierzyć własnym oczom. Niezamienione na gole szanse w końcu się zemściły. Jeszcze przed przerwą Imaz podwyższył prowadzenie drużynie z Podlasia. Szmyt, zauważając w polu karnym Pululu, dostarczył atakującemu Jagiellonii piłkę pod nogi. Ustawiony na szpicy Afimico powtórnie "wyczuł" obecność Imaza, któremu podarował trafne zagranie otwierające ścieżkę do sieci. W niej zaraz znalazła się właśnie futbolówka. Jesus Imaz skompletował dublet, a Pululu mógł już wtedy poszczycić się dwoma asystami. Rozjemcy niedługo potem znów wywołali w fanach Arki gniew i pełne rozczarowanie. A to za sprawą nieprzyznanej jedenastki. Oskar Kubiak, dobijający strzał Gutkovskisa, głośno zasygnalizował "rękę" przeciwnika odnotowaną na terenie "szesnastki". Na niewiele zdały się oczekiwania na premierowego karnego dla Arki w bieżących rozgrywkach. Nie bez powodu z trybun dało się usłyszeć różne inwektywy rzucone w stronę sędziów.
Początek drugiej połowy nie wykazywał się przesadną intensywnością. Mającemu chrapkę na trafienie Vladislavsowi Gutkovskisowi szczęście dzisiaj po prostu nie sprzyjało. I po następnym złożeniu się do uderzenie musiał obejść się smakiem. Niebezpieczniej pod bramką rywali zrobiło się po godzinie walki, kiedy to Kubiak, korzystając z gapiostwa gracza z ekipy przeciwnej, momentalnie zdecydował się na strzał. Ten trafił w defensora Jagiellonii. Wkrótce oponenci wbili Jędrzejowi Grobelnemu trzecią bramkę. Jej autorem został Samed Bazdar. Ostatnie podanie przy tym trafieniu zaliczył Alejandro Pozo, który sprytnym zagraniem na prawym skrzydle wynalazł wtedy czyhającego Bazdara. Bośniak przymierzył z pierwszej piłki - wysoko i pewnie. Wtem piłkarze Dariusz Banasika powiedzieli "dość". Od tamtej pory stworzyli jeszcze kilka ciekawych sytuacji. Np. po centrach Kerka i wprowadzonego Marca Navarro główkowali Marcjanik oraz Kike Hermoso. Sam Navarro pokusił się o powtórkę bramki z domowej potyczki z Rakowem Częstochowa. Jego centrostrzał posłany bezpośrednio z rzutu wolnego tylko minimalnie minął bramkę Jagiellonii. Z daleka swoich sił spróbował również inny rezerwowy tego meczu, Nazarij Rusyn. Szczelny blok białostoczan nie pozwolił tutaj jednak na zbyt dużo. W doliczonym czasie Grobelny ofiarnie sparował uderzenie Bazdara.
Arka poległa w Gdyni z przyjezdną Jagiellonią. 3 punkty pojechały zatem do Białegostoku. Druga domowa przegrana Arki w tej kampanii ligowej stała się faktem. W przeszłości owa sztuka powiodła się wyłącznie Rakowowi Częstochowa. Po 29. kolejce dzierżymy na koncie 34 oczka. 27 kwietnia, w przyszły poniedziałek, zagramy w Gliwicach przeciwko miejscowemu Piastowi. Walczymy do końca!
Arkowcy, dziękujemy każdemu z Was za dzisiejszy śpiew ku chwale Wielkiej Arki. Ultras Arka Gdynia, dobra robota, Pany! Naszym zgodom, a także Olimpii Grudziądz za wsparcie. Do usłyszenia!
Arka Gdynia: Grobelny - Zator (78' Espiau), Hermoso, Marcjanik, Gojny - Nguiamba (78' Perea), Jakubczyk - Kubiak (87' Szysz), Kerk (78' Navarro), Kocyła (65' Rusyn) - Gutkovskis
Jagiellonia Białystok: Abramowicz - Wojtuszek, Vital, Kobayashi, Montoia - Romanczuk, Mazurek (87' Kozłowski) - Pozo (79' Zalewski), Imaz (71' Leiva), Szmyt (87' Stavros) - Pululu (71' Bazdar)
Bramki: 9', 38' Imaz, 73' Bazdar
Liczba widzów: 10 989